Z Sydney do Canberry

Royal National Park 
Royal National Park to drugi, zaraz po Yellowstone, najstarszy park narodowy na świecie, założony w 1879 r. Będąc w Sydney, grzechem byłoby go nie odwiedzić. W pół godziny jazdy samochodem przenosimy się na piękne wybrzeże. 
Park oferuje 26 km trasę, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża. My wybieramy jej części - na początek pętla przy plaży Jibbon (Jibbon Beach Loop Track). Poza wspaniałymi widokami, jest dużo pająków... ale i do tego można przywyknąć 🕷.

Po południu ruszamy jeszcze zobaczyć Wedding Cake Rock, czyli wielki piaskowiec przypominający tort weselny. Ze względów bezpieczeństwa nie można jednak podejść na sam brzeg (o czym mówiły znaki na początku trasy, których nie zauważyliśmy :P). 
Goście na campingu w Bulli
          
Figure 8 Pools czyli naturalnie powstały basen, w kształcie cyfry 8, to kolejna atrakcja turystyczna na terenie parku. Droga do niego jest trudniejsza niż wejście na najwyższy szczyt Australii - Górę Kościuszki, ale na niej skupimy się później 🤣. Odczucia były oczywiście pozytywne, ale do zrobienia zdjęcia czekaliśmy jakieś twa tygodnie. Za to widoki po drodze zrekompensowały późniejsze niedogodności. Wybierając się do słynnego basenu, trzeba sprawdzić pływy, żeby nie utknąć na kilka godzin gdzieś na skałach. Szlak rozpoczyna się na Garrawarra Farm Carpark.
Sea Cliff Bridge i Bald Hill Lookout 
Godzinę jazdy z Sydney (tak, będąc w Australii dystanse mierzy się godzinami jazdy - nikt nie patrzy na kilometry!), zatrzymujemy się obejrzeć Sea Cliff Bridge. Oddany do użytku w 2005 r. most, jako konstrukcja sama w sobie jest imponujący, a co lepsze, oferuje świetne widoki podczas jazdy. 
Obowiązkowy pit stop robimy na Bald Hill Lookout - punkt widokowy na Stanwel Park i jego plaże, oraz biegnący dalej na poudnie most Sea Cliff i miasto Wollongong.
Upalna nawigacja wskazuje budkę z lodami... Już płacimy, a tu znikąd koło nas drepcze rozella. Sprzedawca wie o co chodzi i pyta czy chcemy ją nakarmić. Wiadomo, że TAK!!!! Facet daje nam garść orzechów i każdy jest zadowolony ;).
          
Jervis Bay - Booderee National Park 
Według wielu Zatoka Jervis jest jedną z największych atrakcji u wybrzeży NSW. Co ciekawe Jervis Bay nie należy do NSW, jest to osobne terytorium, które jednak traktuje się jak część Australijskiego Terytorium Stołecznego. Na ten moment czekaliśmy długo, wcześniej sprawdzając pogodę, czy słynne miejsca ujrzymy w pełnej krasie... znowu mieliśmy szczęście 💃🏼🕺🏻. Już przed samym wjazdem do Parku Narodowego Booderee wita nas kilka kangurów. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że było już już dawno po zmroku, co wymusiło na nas jeszcze większą uwagę. Znajdujemy zarezerwowane wcześniej miejsce na Campingu Green Patch, a następne na cztery dni przełączamy się na tryb: relaks. 
Poza kilometrami ścieżek, których w każdym australijskim parku jest pod dostatkiem, spacerujemy godzinami po plaży i podziwiamy piękno nieustannie zachwycającej natury. Premierowo otwieramy nowy parasol na plaży 😂 i przez długą chwilę nie możemy uwierzyć jak czysta jest woda, w której właśnie pływamy. Wspominaliśmy, że piasek jest tam biały? Coś lepszego widzieliśmy tylko na wyspach Whitsundays
Jeśli komuś nie przeszkadza przejście przez parę średnio-upierdliwych kamieni, może nacieszyć się kolejna plażą - tak małą, że pomieściłaby maks. 50 osób (my byliśmy tylko w 4 ze znajomymi!).
Park Narodowy Booderee słynie nie tylko z pięknych plaż i krystalicznej wody. Możemy z łatwością spotkać tam wiele gatunków ptaków. Dla nas był to oczywiście główny punkt programu :D.
          
          
Jednego z wieczorów mieliśmy okazje poznać possumy i ich maniery, a raczej ich brak. Są bardzo ciekawskie i po kilku minutach upewniania się, czy są bezpieczne, bez przejęcia wchodzą na co tylko się da. Na ludzi również. Śmieszne zwierzaki.
W Zatoce Jervis obowiązkowo odwiedzamy też Hyams Beach. Jest przepiękna i popularna wśród plażowiczów... ale coś innego szybko odwróciło naszą uwagę. Końcówka stycznia, piękna letnia pogoda, wchodzimy na plażę, a nikogo nie ma w wodzie, część ludzi stoi skupiona przy brzegu. Jak się dowiadujemy od koleżki obok - dosłownie chwilę wcześniej, dość blisko podpłynął rekin. Wydawało nam się, że to raczej dobry powód do odpuszczenia sobie pływania. Dla wtedy obecnych, tylko na... 15 min. Potem powszechnie uznano, że można pływać (też spróbowaliśmy - rekin nas oszczędził). BEZ ZMARTWIEŃ! Warto dodać, że piasek na Hyams Beach został uznany za najbardziej biały na świecie. 
Canberra 
Miasto zostało wybudowane na potrzeby zakończenia sporu pomiędzy Melbourne i Sydney, które rywalizowały ze sobą o miano stolicy kraju. Czemuby nie postawić miasta od podstaw? Tak też się stało. Budowa miasta rozpoczęła się w 1913, a od 1927 roku Canberra jest stolicą Australii. 
Parlament można zwiedzić z przewodnikiem, który w ciekawy sposób opowiada o tym, jak działa w Australii system polityczny. Budynek jest bardzo nowoczesny, a jego konstrukcja zbudowana na wzór dwóch bumerangów. Interesujące jest też jego umiejscowienie - dach budynku oferuje najlepszy widok na całe miasto. 
Senat
The House of Representatives - Izba Reprezentantów
Poza parlamentem, miasto słynie z muzeum Australian War Memorial i terenów zielonych. I to by chyba było na tyle... Większe wrażenie niż parlament, wywarło na nas muzeum. Jest ogromne i zrobione z dbałością o każdy szczegół. Wszędzie ciekawe opisy, inscenizacje pól bitew, samoloty i czołgi (tak, skala 1:1). Spędzamy tam ponad dwie godziny, tylko dlatego, że goni nas czas, a do zobaczenia było jeszcze centrum. Ciężko jednak powiedzieć o nim coś szczególnego. Jest niezbyt duże, a w niedziele, kiedy je odwiedzaliśmy, było po prostu puste. Krótki spacer, obiad, kawa i dalej w drogę. Kilka miesięcy po tej wizycie poznaliśmy Australijczyka, który urodził się i dorastał w Canberze. Zapytany, jaka według niego jest stolica Australii, krótko skwitował - „Jest nudna, serio.” 










Komentarze