W tropikach

Druga część naszej podróży, czyli Far North Queensland, gdzie spędziliśmy 5 dni (październik 2018).




Mossman Gorge

Wąwoz położony 5km od  miejscowości Mossman, około 80 km na północ od Cairns. Jest to część Parku Narodowego Daintree. Jako ciekawostkę warto dodać, że teren ten to ojczyzna dla społeczności z rdzennego plemienia Kulu Yalanji. To oni też zarządzają Centrum Turystycznym znajdującym się tuż przed wejściem na teren wąwozu. Możemy tam znaleźć kawiarnie, restauracje, sklepy z pamiątkami czy galerię sztuki aborygeńskiej. Mossman Gorge to jedna z najłatwiej dostępnych turystycznie część lasu Daintree.

Do centrum Mossman Gorge można dostać się tylko specjalnym autobusem. Jednak nie ze względu na brak dostępności drogowej, a z powodu wymuszenia opłaty na turystach. W ten sposób, w niespełna 10 minut jesteśmy u celu. Na początek wybieramy jedną z 4 ścieżek. Wybór padł na tę 2,5 kilometrową, która tak naprawdę zawiera w sobie wszystkie pozostałe. Żałować nie mogliśmy, bo widoki i klimat (ta wilgotność!) były niesamowite.

Las, który zwiedziliśmy – Daintree Rainforest, to najstarszy tropikalny las deszczowy na świecie, posiadający najbardziej różnorodną florę, spośród wszystkich lasów w Australii.





 











Przeprawa przez Rzekę Daintree


Aby dotrzeć do kolejnych atrakcji na trasie naszej wyprawy, musieliśmy dostać się na drugi brzeg rzeki Daintree. W tym celu dojeżdżamy do przeprawy promowej, jedynej opcji transportu dla ruchu kołowego w tym miejscu. Emocji przed wjazdem na prom dodały znaki informujące o obecności krokodyli w rzece 😱.



Opcje smakowe naturalnych lodów w lokalnym sklepie

 


Mount Alexandra Lookout

Kilkanaście minut jazdy później docieramy do punktu widokowego na górze Alexandra. Trasa, jak wiele podobnych w terenie górzystym, jest bogata w strome podjazdy i zjazdy. Często nie przekraczamy 30 km/h. Miejsce, które widać poniżej, słynie z przepięknego widoku. Możemy zobaczyć tam, jak Wielka Rafa Koralowa spotyka się z Lasem Deszczowym Daintree.



Jindalba Broadwalk

Kolejny punkt wyprawy to przeprawa przez fragment lasu deszczowego, gdzie można spotkać Kazuary. Wybraliśmy najdłuższy i najtrudniejszy szlak, który dawał największe szanse na spotkanie tych przeogromnych ptaków. Niestety (wg Mikołaja) i na szczęście (wg Ani), ich nie spotkaliśmy. Mimo to, sama świadomość, że jest taka opcja, sprawiła, że całą trasę pokonaliśmy w skupieniu… i sporej ilości potu! Wilgotność musiała wynosić jakieś 400% ;).

 To, co również  zapamiętamy po każdym spacerze w Daintree, to niesamowite dźwięki - cykad, ptaków… Poczuliśmy egzotykę i tropiki w pełni.


 

 

 

 



Cape Tribulation Beach

Nazwę tego przylądka można przetłumaczyć jako „zmartwienie”. Nazwa została nadana przez Kapitana Jamesa Cooka i pochodzi od angielskiego słowa troubles – kłopoty. Cook, przekraczając Wielką Rafę Koralową, uszkodził swój okręt „Endeavour”. Nie wylądował on tam jednak - płynął dalej, szukając sprzyjającego miejsca. Na ląd zszedł dopiero w odległym ok. 200 km na północ Cooktown. Spędził tam ok. 7 tygodni i było to pierwsze "stałe" siedlisko w Australii. (Wikipedia)

My na szczęście zmartwień nie mieliśmy i pełni podziwu dla miejsca w którym spacerowaliśmy, oddawaliśmy się pięknu plaży przy Cape Tribulation. 



 

 


Ślady krabów na plaży


Kulki Lookout
Port Douglas

Miejscowość zamieszkiwana przez około 1000 osób. Głównie znana jako ośrodek portowy i wypoczynkowy. Tak też chcieliśmy z niej skorzystać – wypocząć, zebrać siły na kolejny dzień i wypłynąć statkiem na całodniowy rejs na rafę.
Już po pierwszych minutach spaceru po centrum, dało się odczuć, że Port Douglas to kurort. Ekskluzywne sklepy i hotele, a na drogach auta klasy premium – nowe i zadbane klasyki.
Jako, że była niedziela, a tego dnia organizowany jest tam cotygodniowy market, nie sposób było go pominąć. Szereg opcji – od odzieży, po usługi masażu, przez żywność organiczną i pamiątki. Wszystko na luzie i bez nagabywania. Na końcu marketu, niczym wisienka na torcie, palmy rozmieszczone wzdłuż linii brzegu – Rex Smeal Park Możliwe że się powtarzamy, ale widok był pierwszorzędny, kolejna namiastka raju 😊

Poza odwiedzeniem restauracji i kilku pubów, wybraliśmy się na spacer, gdzie zobaczyliśmy jeden z piękniejszych zachodów słońca. 









 



Great Barrier Reef - Opal Reef

Baterie naładowane, więc czas na kolejne przygody – rejs statkiem na snorkeling na Wielkiej Rafie Koralowej.

Wielka Rafa Koralowa to największa struktura, składająca się z organizmów żywych na świecie, ma ponad 2300 km długości. Wielka Rafa Koralowa umiera. Głównym powodem jest ocieplenie klimatu, temperatura wody w ocenie się podnosi, a w rezultacie koralowce chorują.

Wycieczkę na rafę wybieraliśmy tak długo, że w pewnym momencie już chcieliśmy nawet z niej zrezygnować. A to wszystko dlatego, że firm organizujących wycieczki jest po prostu masa, a opinie wcale nie ułatwiały wyboru. Każda firma wykupuje od rządu Australii dostęp do określonej części rafy i tam też zabiera turystów. Jako, że rafa umiera, wiele z tych miejsc nie jest już tak atrakcyjnych jak kiedyś. Codziennie z portów wypływają statki i katamarany, które razem zabierają nawet do kilku tysięcy turystów dziennie, największe statki mieszczą nawet 300-400 osób. Ceny takich wycieczek wahają się od 150 do nawet 500 dolarów.
W końcu zdecydowaliśmy się na rejs z Port Douglas, ze względu na mniejszą liczbę turystów niż w Cairns. Na naszym katamaranie było 40 osób i musimy przyznać, że organizacja jak i cała załoga była bardzo profesjonalna. Podczas rejsu mieliśmy okazję wysłuchać "wykładów" na temat rafy, jej kondycji i tego co możemy zrobić, aby nie pogarszać jej stanu. Usłyszeliśmy, jakimi ignorantami są australijscy politycy, którzy od lat udają, że nie ma problemu i są skupieni tylko na bogaceniu się wszelkim kosztem – również kondycji Wielkiej Rafy Koralowej.

Statek cumował w 3 miejscach, w każdym snorklowaliśmy po około godzinę.

Główny kolor rafy to brązowy, nie jak widzimy często na zdjęciach fioletowy i czerwony (telewizja kłamie! 😄)
























Fitzroy Island

Ostatnia wyspa podczas naszej podróży, ale jakże piękna. To właśnie tutaj zobaczyliśmy Nudey Beach, która została oficjalnie wybrana najpiękniejszą plażą Australii w 2018 roku. W tym miejscu skończymy opis, resztę niech dopowiedzą zdjęcia.
















 




Poza plażą, standardowo wybraliśmy się na hiking do lokalnego parku. Jak się okazało, szybko go skończyliśmy kiedy kilka metrów od ścieżki zobaczyliśmy… brązowego węża. Wielu znajomych z AU ostrzegało nas, żeby od razu uciekać . Tak też zrobiliśmy. Po obiedzie w jedynej na wyspie restauracji udaliśmy się na wycieczkę do Centrum Rehabilitacji Żółwii. Jest to organizacja non-profit, która zajmuje się ratowaniem chorych żółwii.
Co ciekawe, wycieczka odbywa się tylko raz dziennie, a limit osób biorących w niej udział to 15.  W centrum pracują tylko wolontariusze, a pieniądze z takich wycieczek są w całości przekazywane na funkcjonowanie ośrodka.
Po szczegóły i więcej zdjęć zapraszamy na stronę Centrum: www.cairnsturtlerehab.org.au

Crystal Cascades

Ostatnią atrakcją naszej wycieczki były wodospady Crystal Cascades. Znajdują się niecałe 20 km od Cairns, a dotrzeć tam można tylko samochodem. Tam właśnie spędziliśmy nasz ostatni dzień w tropikach, przed wieczornym powrotem samolotem do Brisbane.












Komentarze

  1. Ale ta przyroda przepiękna. Dużo zobaczycie, podziwiajcie😍🐢🐍🐬🐡🌴🌳🌱🌾

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz