Mossman Gorge
Wąwoz położony 5km od
miejscowości Mossman, około 80 km na północ od Cairns. Jest to część
Parku Narodowego Daintree. Jako ciekawostkę warto dodać, że teren ten to
ojczyzna dla społeczności z rdzennego plemienia Kulu Yalanji. To oni też
zarządzają Centrum Turystycznym znajdującym się tuż przed wejściem na teren
wąwozu. Możemy tam znaleźć kawiarnie, restauracje, sklepy z pamiątkami czy galerię
sztuki aborygeńskiej. Mossman Gorge to jedna z najłatwiej dostępnych turystycznie
część lasu Daintree.
Do centrum Mossman Gorge można dostać się tylko specjalnym
autobusem. Jednak nie ze względu na brak dostępności drogowej, a z powodu
wymuszenia opłaty na turystach. W ten sposób, w niespełna 10 minut jesteśmy u
celu. Na początek wybieramy jedną z 4 ścieżek. Wybór padł na tę 2,5
kilometrową, która tak naprawdę zawiera w sobie wszystkie pozostałe. Żałować
nie mogliśmy, bo widoki i klimat (ta wilgotność!) były niesamowite.
Las, który zwiedziliśmy – Daintree Rainforest, to
najstarszy tropikalny las deszczowy na
świecie, posiadający najbardziej różnorodną florę, spośród wszystkich lasów w
Australii.
Aby dotrzeć do kolejnych atrakcji na trasie naszej wyprawy,
musieliśmy dostać się na drugi brzeg rzeki Daintree. W tym celu dojeżdżamy do
przeprawy promowej, jedynej opcji transportu dla ruchu kołowego w tym miejscu.
Emocji przed wjazdem na prom dodały znaki informujące o obecności krokodyli w
rzece 😱.
| Opcje smakowe naturalnych lodów w lokalnym sklepie |
Mount Alexandra Lookout
Kilkanaście minut jazdy później docieramy do punktu widokowego
na górze Alexandra. Trasa, jak wiele
podobnych w terenie górzystym, jest bogata w strome podjazdy i zjazdy. Często
nie przekraczamy 30 km/h. Miejsce, które widać poniżej, słynie z przepięknego
widoku. Możemy zobaczyć tam, jak Wielka Rafa Koralowa spotyka się z Lasem
Deszczowym Daintree.
Kolejny punkt wyprawy to przeprawa przez fragment lasu deszczowego,
gdzie można spotkać Kazuary. Wybraliśmy najdłuższy i najtrudniejszy szlak,
który dawał największe szanse na spotkanie tych przeogromnych ptaków. Niestety
(wg Mikołaja) i na szczęście (wg Ani), ich nie spotkaliśmy. Mimo to, sama
świadomość, że jest taka opcja, sprawiła, że całą trasę pokonaliśmy w
skupieniu… i sporej ilości potu! Wilgotność musiała wynosić jakieś 400% ;).
To, co również zapamiętamy po każdym spacerze w Daintree, to
niesamowite dźwięki - cykad, ptaków… Poczuliśmy egzotykę i tropiki w pełni.
Cape Tribulation Beach
Nazwę tego przylądka można przetłumaczyć jako „zmartwienie”.
Nazwa została nadana przez Kapitana Jamesa Cooka i pochodzi od angielskiego
słowa troubles – kłopoty. Cook, przekraczając Wielką Rafę Koralową, uszkodził
swój okręt „Endeavour”. Nie wylądował on tam jednak - płynął dalej, szukając
sprzyjającego miejsca. Na ląd zszedł dopiero w odległym ok. 200 km na północ
Cooktown. Spędził tam ok. 7 tygodni i było to pierwsze "stałe"
siedlisko w Australii. (Wikipedia)
My na szczęście zmartwień nie mieliśmy i pełni podziwu dla
miejsca w którym spacerowaliśmy, oddawaliśmy się pięknu plaży przy Cape
Tribulation.
| Ślady krabów na plaży |
| Kulki Lookout |
Miejscowość
zamieszkiwana przez około 1000 osób. Głównie znana jako ośrodek portowy i
wypoczynkowy. Tak też chcieliśmy z niej skorzystać – wypocząć, zebrać siły na
kolejny dzień i wypłynąć statkiem na całodniowy rejs na rafę.
Już po pierwszych minutach spaceru po centrum, dało się
odczuć, że Port Douglas to kurort. Ekskluzywne sklepy i hotele, a na drogach
auta klasy premium – nowe i zadbane klasyki.
Jako, że była niedziela, a tego dnia organizowany jest tam
cotygodniowy market, nie sposób było go pominąć. Szereg opcji – od odzieży, po
usługi masażu, przez żywność organiczną i pamiątki. Wszystko na luzie i bez
nagabywania. Na końcu marketu, niczym wisienka na torcie, palmy
rozmieszczone wzdłuż linii brzegu – Rex Smeal Park Możliwe że się powtarzamy, ale
widok był pierwszorzędny, kolejna namiastka raju 😊
Poza odwiedzeniem restauracji i kilku pubów, wybraliśmy się
na spacer, gdzie zobaczyliśmy jeden z piękniejszych zachodów słońca.
Baterie naładowane, więc czas na kolejne przygody – rejs statkiem
na snorkeling na Wielkiej Rafie Koralowej.
Wielka Rafa Koralowa to największa struktura, składająca się
z organizmów żywych na świecie, ma ponad 2300 km długości. Wielka Rafa Koralowa
umiera. Głównym powodem jest ocieplenie klimatu, temperatura wody w ocenie się
podnosi, a w rezultacie koralowce chorują.
Wycieczkę na rafę wybieraliśmy tak długo, że w pewnym
momencie już chcieliśmy nawet z niej zrezygnować. A to wszystko dlatego, że
firm organizujących wycieczki jest po prostu masa, a opinie wcale nie ułatwiały
wyboru. Każda firma wykupuje od rządu Australii dostęp do określonej części
rafy i tam też zabiera turystów. Jako, że rafa umiera, wiele z tych miejsc nie
jest już tak atrakcyjnych jak kiedyś. Codziennie z portów wypływają statki i
katamarany, które razem zabierają nawet do kilku tysięcy turystów dziennie,
największe statki mieszczą nawet 300-400 osób. Ceny takich wycieczek wahają się
od 150 do nawet 500 dolarów.
W końcu zdecydowaliśmy się na rejs z Port Douglas, ze
względu na mniejszą liczbę turystów niż w Cairns. Na naszym katamaranie było 40
osób i musimy przyznać, że organizacja jak i cała załoga była bardzo profesjonalna.
Podczas rejsu mieliśmy okazję wysłuchać "wykładów" na temat rafy, jej
kondycji i tego co możemy zrobić, aby nie pogarszać jej stanu. Usłyszeliśmy, jakimi ignorantami są australijscy politycy, którzy od lat udają, że nie ma
problemu i są skupieni tylko na bogaceniu się wszelkim kosztem – również
kondycji Wielkiej Rafy Koralowej.
Statek cumował w 3 miejscach, w każdym snorklowaliśmy po
około godzinę.
Główny kolor rafy to brązowy, nie jak widzimy często na
zdjęciach fioletowy i czerwony (telewizja kłamie! 😄)
Fitzroy Island
Ostatnia wyspa podczas naszej podróży, ale jakże piękna. To
właśnie tutaj zobaczyliśmy Nudey Beach, która została oficjalnie wybrana najpiękniejszą plażą Australii w 2018 roku. W tym
miejscu skończymy opis, resztę niech dopowiedzą zdjęcia.
Poza plażą, standardowo wybraliśmy się na hiking do
lokalnego parku. Jak się okazało, szybko go skończyliśmy kiedy kilka metrów od
ścieżki zobaczyliśmy… brązowego węża. Wielu znajomych z AU ostrzegało nas, żeby od razu uciekać . Tak też zrobiliśmy. Po obiedzie w jedynej na wyspie
restauracji udaliśmy się na wycieczkę do Centrum Rehabilitacji Żółwii. Jest to
organizacja non-profit, która zajmuje się ratowaniem chorych żółwii.
Co ciekawe, wycieczka odbywa się tylko raz dziennie, a limit
osób biorących w niej udział to 15. W
centrum pracują tylko wolontariusze, a pieniądze z takich wycieczek są w
całości przekazywane na funkcjonowanie ośrodka.
Po szczegóły i więcej zdjęć zapraszamy na stronę Centrum: www.cairnsturtlerehab.org.au
Po szczegóły i więcej zdjęć zapraszamy na stronę Centrum: www.cairnsturtlerehab.org.au
Crystal Cascades
Ostatnią atrakcją naszej wycieczki były wodospady Crystal
Cascades. Znajdują się niecałe 20 km od Cairns, a dotrzeć tam można tylko samochodem. Tam właśnie spędziliśmy
nasz ostatni dzień w tropikach, przed wieczornym powrotem samolotem do Brisbane.
Ale ta przyroda przepiękna. Dużo zobaczycie, podziwiajcie😍🐢🐍🐬🐡🌴🌳🌱🌾
OdpowiedzUsuń