Po kilku miesiącach w Australii, spędzonych głównie na pracy, zgodnie stwierdziliśmy, że najwyższy czas na przygodę i podróż!
Na początku nie byliśmy zdecydowani, jak taka wyprawa miałaby wyglądać – dokąd, na jak długo i jak do owego celu się dostaniemy. Z pomocą przyszły opinie podróżników polecających tzw. relokacje kamperów (na czym one polegają, opowiemy w następnym akapicie). Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, zarezerwowaliśmy auto na trasę Brisbane – Cairns (14-19 pażdziernik 2018), a na powrót wybraliśmy samolot. Zaplanowaliśmy główne przystanki na trasie, a reszta tworzyła się sama w trakcie jazdy.
Dlaczego wybraliśmy relokację zamiast podróży naszym Pajero? Główny powód to logistyka. Na wakacje mieliśmy około 2 tygodnie – przejechanie tej trasy w obie strony może i byłoby wykonalne, ale bardzo męczące, a nie o to nam chodziło.
Na czym więc polegają te relokacje? To bardzo proste. Firma ma samochód w miejscu A, a potrzebuje go w miejscu B, bo ktoś go już tam zarezerwował. Taniej jest udostępnić samochód za niewielką opłatą takim ludziom jak my, niż wynająć kierowcę. Nie jest też tajemnicą, że w podróży liczy się każdy grosz, tak też tutaj sporo zyskujemy, bo z auta korzystamy w pełni, a płacimy o wiele mniej niż przy zwykłym wynajmie. Jedynym ograniczeniem jest czas, jaki firma przydziela na daną relokację, w naszym przypadku było to 6 dni (trasa Brisbane – Cairns to około 1800 km). Pierwsze 4 dni przy opcji relokacji kosztują symbolicznego dolara dziennie. W naszym przypadku mogliśmy dokupić 2 dodatkowe dni w regularnej cenie. Zdecydowaliśmy się wykupić ubezpieczenie, w zamian za to firma dorzuciła w gratisie krzesełka, stolik, gaz itd. Jakby tego było mało, zwrócili nam 100$ za paliwo. W sumie zamknęliśmy się w 350 $.
Naturalnie, poza aspektem logistycznym i finansowym, byliśmy bardzo ciekawi, jaki poziom wygody może dostarczyć ponad 7-metrowy Mercedes Sprinter z dużym łóżkiem, kuchnią i łazienką. Brzmi dobrze? Też się nakręciliśmy!
Teraz tylko obowiązkowe formalności przy odbiorze auta i jazda :)
Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że nawet 6 dni może okazać się zbyt mało na taką podróż – mnóstwo miejsc do zobaczenia, jeszcze więcej kilometrów do przejechania.
Do minusów podróży (dotyczy relokacji) na pewno zaliczyć trzeba wymóg jazdy tylko w ciągu dnia. Ryzykować jazdy po ciemku nie mieliśmy zamiaru, nie tylko ze względu na zamontowany w aucie czujnik GPS, ale przede wszystkim na wszystkie zwierzęta, które wskakują pod koła samochodów. Prawdę mówiąc, w nocy na drogach widać głównie TIRy i pojedyncze auta.
| Krowa spacerująca po drodze... |
Żeby nie było tak ponuro, wróćmy zatem do samej podróży, tam ponuro bynajmniej nie było!
Główne założenia:
- 6 dni na dotarcie do Cairns,
- 4 główne przystanki po drodze,
- 5 dni na okolice Cairns,
- powrót samolotem do Brisbane.
Czas pokazać gdzie byliśmy...
Agnes Water & Seventeen Seventy
Przeurocze, małe miasteczka położone obok siebie. Nie zastaliśmy tu wielu turystów, a widoki były niesamowite.
Nazwa miasta 1770 pochodzi od daty, w której kapitan James Cook po raz pierwszy przypłynął na teren dzisiejszego stanu Queensland. Seventeen Seventy uważane jest za miejsce narodzin QLD.
Agnes Water
Seventeen Seventy
Na naszym polu kempingowym bardzo urzekło nas, jak dobrze żyją tu z ludźmi lokalne ptaki. Co chwila podlatywały do nas kakadu, ewidentnie chcąc się zaprzyjaźnić.
W Bowen podobno są najlepsze mango w Australii. Z tego powodu przy wjeździe do miasta wita nas Wielkie Mango – miejsce obowiązkowe na pamiątkowe zdjęcie.
W samym Townsville spędzamy tyle czasu, żeby dotrzeć na prom na Magnetic Island. Poza tym, miasto nie szczyci się dobrą opinią, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.
Wyspa Magnetic to kolejne miejsce, które nas urzekło, a odkryliśmy tylko jej cześć. Żeby poruszać się po „Maggie”, wynajęliśmy samochód. Przypominał on bardziej zabawkę, ale jak na ponad 20-letnie auto spisało się dobrze (no i ten wiatr we włosach przy 40 km/h 😆...). Jeśli tu wrócimy, to na pewno swoim samochodem, bo na wyspie są też trasy tylko dla samochodów z napędem na 4 koła. Wtedy zwiedzimy wyspę jeszcze dokładniej. Na wyspie jest jedno miejsce gdzie można karmić małe Rock Wallabies. Nam udało się spotkać wśrod nich mamę z młodym w torbie 😃
Zgodnie uznaliśmy Magnetic Island za jedno z piękniejszych miejsc na naszej trasie z Brisbane do Cairns.
W samym już Cairns, po oddaniu campera, zdecydowaliśmy się na wypożyczenie kolejnego auta wyposażonego w łóżko. Raz, że noclegi w Tropikalnym Queensland są po prostu drogie, a dwa – ciężko było nam z góry określić, gdzie będziemy każdego dnia. Taki wybór dawał nam dużą swobodę, bez uprzedniego rezerwowania noclegów, po prostu wybieraliśmy campingi, które najbardziej nam odpowiadały. Drugi samochód już nie był taki wypasiony, wybraliśmy opcję najbardziej budżetową. Mimo tego sprawdził się bardzo dobrze!
Trasa na mapie: https://goo.gl/maps/Za47QeBHMhJ2
Dom na kółkach i campingowe życie bardzo przypadły nam do gustu!
W samym już Cairns, po oddaniu campera, zdecydowaliśmy się na wypożyczenie kolejnego auta wyposażonego w łóżko. Raz, że noclegi w Tropikalnym Queensland są po prostu drogie, a dwa – ciężko było nam z góry określić, gdzie będziemy każdego dnia. Taki wybór dawał nam dużą swobodę, bez uprzedniego rezerwowania noclegów, po prostu wybieraliśmy campingi, które najbardziej nam odpowiadały. Drugi samochód już nie był taki wypasiony, wybraliśmy opcję najbardziej budżetową. Mimo tego sprawdził się bardzo dobrze!
Trasa na mapie: https://goo.gl/maps/Za47QeBHMhJ2
Dom na kółkach i campingowe życie bardzo przypadły nam do gustu!
Druga część podróży wkrótce 😊

Good stuff!
OdpowiedzUsuńFajna relacja, świetne zdjęcia, z zazdrością się to czyta i ogląda. Naprawdę świetna przygoda, czekam na drugą część ! Piona !
OdpowiedzUsuń