Trochę z opóżnieniem, ale… tak właśnie świętowaliśmy początek Australijskiej zimy - czyli nasza pierwsza mała wycieczka.
Na początku czerwca wybraliśmy się na wyspę North Stradbroke, zwaną Straddie, jedną z bliżej położonych od Brisbane. Aby do niej dotrzeć, trzeba z Brisbane pojechać pociągiem do miejscowości Cleveland, a stamtąd złapać taxówkę wodną na wyspę, która dopływa do Dunwich. Wszystkie środki transportu są tak skomunikowane, że cała podróż (pociąg, autobus, prom, autobus) zajęła nam tylko 2 godziny. Jeśli ktoś ma ochotę wybrać się na wyspę swoim samochodem, ma taką możliwość – kawałek dalej z Cleveland odpływa prom.
Najpierw postanowiliśmy odwiedzić najsłynniejszą na wyspie trasę – George Walk, która mieści się w Point Lookout, niestety ma tylko 1,2 km. Niestety, bo jest przepiękna i obfituje w zapierające dech w piersiach widoki. Na dowód tego, jak niesamowita jest George Walk, niech świadczy fakt, że przejście i nacieszenie się tym co ma do zaoferowania, zajęło nam blisko 4 godziny! Co chwilę przelatywały nad nami stada Tęczowych Lorys, które są tak szybkie, że praktycznie nie do uchwycenia aparatem. Jak się później okazało, na sam koniec spaceru czekały na nas „wisienki na torcie” – pierwsze spotkanie z kangurami 😃, które beztrosko zajadały się trawą przy drodze i w ogóle nie przejmowały się naszą obecnością. My wręcz przeciwnie – w końcu poczuliśmy prawdziwą Australię!
Do wspólnej obserwacji dołączyła pewna Australijka, która powiedziała, że mamy wyjątkowe szczęście, bo w tym miejscu kangurów jeszcze nie spotkała, a Straddie odwiedza od dziesiątek lat. Z pewnością ta wycieczka na trwałe zapadnie nam w pamięci, właśnie ze względu na wcześniej wspomniane spotkanie. Nie było nam co prawda dane zobaczyć koali (na wyspie są znaki ostrzegające kierowców, aby ci uważali na nie na drodze). Jak powszechnie wiadomo, te pluszowe miśki są zagrożone wyginięciem i nie inaczej jest na North Stradbroke, gdzie również ich populacja się zmniejsza i bardzo ciężko je spotkać.
Popołudnie spędziliśmy na plaży, zaszywając się z kocykiem między skałami. Wiatr był tak silny, że o mało co nie urwało nam głów…
Było pięknie, na pewno tu jeszcze wrócimy!
SUPER:) Liczę na "wincyj". Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńIn english please. :) But its nice to see the pictures. Happy traveling.
OdpowiedzUsuńjestem wzruszona :) przepięknie MJ
OdpowiedzUsuńPiękni w następnym wpisie czekam na koale! Buziaki dla Was!
OdpowiedzUsuń